Codzienność Truckera

Data dodania: 27.06.2019

Rafał Pijanowski kierowca w transporcie międzynarodowym prowadzący blog truckeronroad.com opowiada, jak jego praca przyczyniła się do narodzin bohaterki.

 

TOP Drivers: Decydując się na związek z kierowcą ciężarówki można oczekiwać, że kobieta będzie miała choć mgliste wyobrażenie o życiu, jakie wybrała. Będzie miała czas na zastanowienie się, zanim pojawi się miłość. W Twoim życiu praca przyszła, kiedy miałeś już żonę, a na świecie były dzieci…

Rafał Pijanowski: Przebranżowiłem się, bo na rynku pracy była chwilowa zapaść. Wiele osób uciekało do pracy za granicę. Pracowałem kilka lat jako dostawca w transporcie lokalnym i po pewnym czasie stwierdziłem, że czas podnieść sobie poprzeczkę i zacząć robić coś cięższego.

TD: Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z ciężarówkami?

RP: Zacząłem jeździć w 2013 roku. Początkowo głównie w transporcie krajowym, później była Rosja, Ukraina i Rumunia i Bułgaria, a obecnie przemieszczam się cysternami, zarówno spożywczymi jak i chemicznymi ADR po Europie Zachodniej. Kiedy zaczynałem jeździć, to wracałem na weekendy do domu, następnie pracowałem w systemie 3 na 1, teraz mój wybór to 2 na 1. Uważam, że to najbardziej ludzki system.

TD: Co masz na myśli?

RP: Z jednej strony długo mnie nie ma, ale rodzina aż tak bardzo tego nie odczuwa. Jeśli przeliczymy godziny i czas spędzony w pracy, to okaże się, że osoba, która pracuje od poniedziałku do piątku jest mniej w domu z rodziną niż kierowca pracujący w systemie 2 na 1. Wiadomo jak jest, wiele osób zaczyna pracę 6-7 rano, wraca późnym popołudniem i zaraz kolacja i spanie...

TD: A jak w takim razie wyglądały początki? Czy udawało Ci się łączyć rodzinę z pracą?

RP: Początki nie były takie złe. Co prawda dzieci już były na świecie, ale jeździłem do Rosji i Niemiec po towar. Nie było mnie 4-5 dni, a na weekendy zjeżdżałem do domu. Można powiedzieć, że to był taki normalny tydzień pracy, od poniedziałku do piątku i weekendy wolne. Zmieniło się to, gdy zdecydowałem się przerzucić na pracę w Europie Zachodniej.

TD: Jaki zatem był Wasz sposób na tęsknotę, codzienne trudności i życie na odległość?

RP: Każdy musi sam sobie to sobie zorganizować. Na pewno mojej żonie nie było łatwo, bo często musiała liczyć wyłącznie na siebie. Ja natomiast starałem się szukać miejsc z Internetem, łapać kontakt telefoniczny, widzieć się rozmawiając poprzez komunikatory… taka namiastka kontaktu z rodziną.

Poza tym jak widać, potrafiłem sobie zorganizować czas wolny w trasie i hobbystycznie prowadzę stronę. Wielu kierowców czyta, biega, zwiedza okolicę lub zostaje na parkingu. Każdy stara sobie jakoś zorganizować czas. Nie zawsze też możemy się oddalić od auta. Jak to w transporcie, wozi się wszystko, również wartościowe lub niebezpieczne ładunki, wtedy trzeba mieć oczy dookoła głowy również  podczas pauzy.

TD: Kiedy tak widzisz i słyszysz z czym żona zmaga się w domu, to co wtedy myślisz?

RP: Że to ciężki kawałek chleba. Zarówno dla kierowcy, ale też dla rodziny. To na pewno trudna sytuacja dla każdej żony. One muszą przejmować również nasze obowiązki, niezależnie czy w trasie jest mąż, narzeczony czy chłopak.

TD: Trochę, jak takie bohaterki?

RP: Tak, zdecydowanie. Żony to bohaterki.

TD: Mam wrażenie, że kiedy tak całymi tygodniami kobiety same sobie radzą, to czasami może być tak, że wracając do domu panowie mogą się czuć niepotrzebni?

RP: W moim przypadku nie ma czegoś takiego, żebym nie czuł się potrzebny, kiedy wracam. My po prostu cały czas się wspieramy, staramy się mieć jak najczęstszy kontakt… Dużo kierowców nie daje sobie rady z rozłąką, dlatego np. słyszy się w mediach, że kierowcy lubią sobie wypić. A oni po prostu szukają ze sobą kontaktu, robią wspólnego grilla na postoju... Wspólne pauzy w jakimś stopniu pomagają zapomnieć o samotności w trasie i że rodzina jest tak daleko. Niestety rozwody i rozpady związków to również bolączka naszej grupy zawodowej.

TD: Macie jakiś sposób na spotykanie się z wybranymi driverami, czy to spotkania z przypadkowymi osobami?

RP: ¼  kierowców w transporcie międzynarodowym to Polacy, dlatego praktycznie wszędzie się kogoś spotyka. Konkretne umawianie się ułatwia Internet. Można obserwować, gdzie kto jest lub nawet umówić się w jednej miejscowości, na wybranym parkingu, np. w weekend, żeby nie siedzieć samemu. Nie bez znaczenia jest też, jak każdy z nas organizuje sobie pracę. Wielu starszych kierowców śmieje się z facebook'a. Ale ma on też swoje dobre strony. Wiadomo, wszystko jest dla ludzi jak się korzysta rozsądnie i z umiarem.

TD: Wspólne spotkania, to nie tylko sposób na znoszenie rozłąki?

RP: Nie każdy jest w stanie psychicznie sprostać temu zawodowi. Znam wielu chłopaków, którzy po kilku tygodniach czy miesiącach odpuszczali. Ta praca wiąże się też z dużym stresem. Są awizacje, gonitwa, presja czasu, przewoźnik ma dużą odpowiedzialność, ciążą na nim kary za zlecenia itp. Wspólnie spędzany czas nam pomaga. Rozłąka jest chyba jednak najczęstszym powodem rezygnacji z tego zawodu, zaraz po wynagrodzeniu...

TD: Czyli wsparcie rodziny, znajomych i nie taki diabeł straszny, jak go malują?

RP: Nie jest to łatwe, ale można to sobie poukładać.

TD: Dziękuję za rozmowę.

RP: Również dziękuję i pozdrawiam.

 

Rozmawiała Katarzyna Kucharska,

kolArt-media


Rafała znajdziecie na Facebook Instagram

Udostępnij artykuł znajomym: