„Moja Mama jest kierowcą TIR-a”

Data dodania: 25.02.2020

Cztery lata w domu, to było dla niej za dużo. Katarzyna Kowcz po urodzeniu dzieci wróciła do pracy, ale w zupełnie innej branży. Jak zareagowali najbliżsi i czy da się łączyć macierzyństwo z zawodem kierowcy ciężarówki?

 

Top Drivers: Malutkie dzieci w domu, obowiązki, a Ty chciałaś wyfrunąć i zacząć jeździć. Co na Twój pomysł powiedzieli najbliżsi?

Katarzyna Kowcz: Mój tata też był kierowcą, jeździł starem. Gdy usłyszał, co chcę robić, to złapał się za głowę i spytał „dziecko, czy ty wiesz, z czym to się je?”. A ja mu odpowiedziałam „a trzeba mnie było sadzać na silniku stara, jak byłam mała?. Do dziś pamiętam, że to mi się bardzo podobało.

TD: A mąż?

KK: Mąż się trochę śmiał. Wtedy przedstawiłam argument, że jeśli „odpukać” jemu się coś stanie, a był głównym żywicielem rodziny, to jestem w stanie to pociągnąć. Oczywiście do tego doszły inne zalety jazdy, jak frajda, wolność…

TD: Pierwsze były dzieci, ciężarówki pojawiły się później. A czym się wcześniej zajmowałaś?

KK: Przez dziesięć lat byłam doradcą serwisowym, pracowałam w autoryzowanym serwisie samochodowym, czyli też wykonywałam męski zawód. I kiedy urodziłam jedno dziecko, później drugie, nadszedł czas tego siedzenia w domu, uznałam, że czas coś zmienić. A ten pomysł zawsze chodził mi po głowie…

TD: Kiedy zdecydowałaś, że wchodzisz w to?

KK: Decyzja zapadła na początku zeszłego roku. I tak powoli zaczęłam robić badania, najpierw prawo jazdy kategorii C, wszystkie uprawnienia na ADRy… wiadomo, jak ma się małe dzieci, to też nie idzie to tak szybko, jak by się chciało.

TD: W jakim trybie zdecydowałaś się pracować?

KK: Codziennie wracam do domu, startuję około 7-8, zjeżdżam o 17-20. To zależy od rozładunku, bo tam długo czekam. No i jeżdżę wkoło komina, czyli m.in. Katowice, Wrocław, Ostrawa, Kędzierzyn Koźle, Kraków…

TD: A jak połączyłaś opiekę nad dwu- i trzylatkiem z pracą?

KK: Nie jestem typem „matki polki”. Nie mam problemu, żeby moje dzieci oddać pod opiekę, oczywiście sprawdzoną. Nie jest mi łatwo, mąż pracuje w Niemczech, jest w domu raz na jakiś czas, wiec na co dzień jestem ja, dom, dwa psy, dwa koty i dwoje dzieci. Korzystam więc z pomocy niani, na którą pracuję całe dwa tygodnie. Ona odbiera dzieci z przedszkola i czekają u niej, aż po nich przyjadę. Mają z nią wspólne rysowanie, czytanie – wszystko to, czego ja już nie mam siły z nimi robić, kiedy wracam do domu.

TD: Dajecie radę jeszcze jakoś wspólnie spędzić czas?

KK: To różnie bywa, czasami usną już w aucie, a czasami biegają w domu jeszcze jakieś dwie - trzy godziny.

TD: Czy miałaś jakieś obiekcje przed podjęciem się pracy kierowcy?

KK: Nie miałam, gdyż ciut inaczej sobie tę pracę wyobrażałam. Myślałam, że godzin będzie mniej. A kiedy zaczęłam pracować, to oczy mi się otworzyły i zobaczyłam, że raczej tak nie będzie. Podjęliśmy z mężem decyzję, że na razie tak będę pracowała, bo muszę zdobyć doświadczenie. Inaczej się nie da. Są firmy, gdzie mogłabym pracować krócej, np. w „paliwówkach”, bo tam są zmiany, ale do tego potrzebuję większego doświadczenia.

TD: Pracujesz już kilka miesięcy. Czy rodzina i przyjaciele Cię wspierają?

KK: Od pewnego czasu słyszę obiekcje głównie ze strony bliskich, dziadków, cioci-niani, która mówi, że dzieci tęsknią.

TD: Jak sobie radzisz, gdy pojawia się argument dzieci?

KK: Wzdycham, przytulam je i mówię, że mama już jest. Ciężko mi, ale pomaga mi to, że są w tak dobrych rękach. Mamę mają rano, późnym popołudniem i w weekendy.

TD: Jesteś mamą dwóch chłopaków. Robi to na nich wrażenie, że jeździsz „ciężarówą”?

KK: Mama kiedyś podjechała pod dom i dzieci widziały mój samochód. Była ogromna frajda, że mama jeździ TIR-em. I teraz każda zabawka, która jest samochodem ciężarowym, to tylko „mama, mama”. Kiedyś też zamierzam ich wziąć na bazę i pokazać im, jak to wszystko wygląda.

 

Kasia i Dzieci

 

TD: Miałaś obiekcje, czy podołasz pomysłowi pracy jako kierowca?

KK: Raczej nie. Myślałam, „jak ci wszyscy faceci się nauczyli, to co, ja się nie nauczę?”. Przez tydzień jeździłam na solówce, później, kiedy dostałam kartę kierowcy, tydzień jeździłam jako pasażer z kolegą, a on mi wszystko pokazywał. W pierwszą trasę miałam jechać z szefem, ale pojechałam sama. Miałam duszę na ramieniu. Pod górkę samochód mi dwa razy zgasł. Pojechałam na rozładunek, a tam wszyscy wiedzieli, że jestem świeża, więc zaraz wyszli, pomagali i nawigowali. Wciąż się uczę cofania, ale też mężczyźni mi dużo pomagają.

TD: Masz specjalne względy?

KK: Chyba trochę ???? W Gliwicach, gdy podjeżdżam, to „Kasia może wjechać tam, gdzie innym nie wolno”, bo dopiero uczę się manewrować. Staram się nie wyręczać ich pomocą, ale jeśli ją oferują, to chętnie z niej korzystam.

TD: Na czym polega to wsparcie?

KK: Np. na rozładunkach muszę wejść na kontener, włazy otworzyć, muszę coś odkręcić, przykręcić, a czasami po prostu nie mam do tego wystarczająco dużo siły, więc często mi pomagają. Albo w ogóle, podjeżdżam, widzą kobietę i mówią, żebym sobie posiedziała, a oni za mnie to zrobią. Bardzo dużo życzliwości mnie spotyka.

TD: Czy miałaś moment zwątpienia?

KK: Chyba za krótko jeżdżę. Jeszcze nie spędziłam nocy w aucie. Mam to na uwadze, ale na razie się cieszę, że to robię.

TD: Doradzisz innym kobietom, które wracają na rynek pracy, by spróbowały swoich sił właśnie za kółkiem ciężarówki?

KK: Bardzo bym chciała, żeby więcej kobiet jeździło! Wiadomo, nie jest to łatwe, trzeba sobie wiele rzeczy poukładać, ale jeśli ktoś to czuje, to czemu nie. Z pewnością nie jest to praca dla „matki polki”, która ma potrzebę ciągłego tulenia dzieci i bliskości. Ale jeśli ktoś tak nie ma, to należy próbować.

TD: Dziękuję za rozmowę.

 

Katarzyna Kucharska

kolArt-media

Udostępnij artykuł znajomym: