Podróż do wnętrza siebie

Data dodania: 29.07.2020

Ola Pieślak studiowała pedagogikę, pracowała w Archiwum Państwowym i współprowadziła firmę transportową. Teraz od kilkunastu lat jeździ ciężarówką, ale to nie podróżowanie po świecie jest dla niej tą najciekawszą wyprawą. Zapraszamy na rozmowę o podróży do wnętrza siebie.

 

TOP Drivers: Czy miałaś kiedyś moment zwątpienia, że praca w charakterze kierowcy, to nie jest coś dla Ciebie?

Ola Pieślak: W pierwszych godzinach manewrów podczas nauki jazdy, kiedy podpięłam naczepę i nie byłam w stanie cofnąć po prostej. Dopiero później się okazało, że większość ma takie problemy ???? Ale nie jestem typem, który się załamuje. Poza tym mój plan zakładał, że będę jeździła razem z mężem, więc nie było możliwości jakiegoś wycofania się.

TD: Zatem jeździcie razem. To dobrze, czy źle?

OP: Jest super. To najlepsza praca, jaką mogłabym sobie wymarzyć.

TD: Nigdy nie ma przesytu?

OP: Myślę, że każdemu czasami potrzebny jest taki dystans, żeby pobyć samemu, a wiadomo – w kabinie nie ma takiej możliwości. To chwilami powoduje pewne napięcia, ale myślę, że potrafimy sobie z tym radzić. Nawet, jeśli są kłótnie, to są one z szacunkiem do siebie, bo szkoda życia na kłócenie się.

TD: Co wypełnia Twoje życie? Ciężarówka, mąż, pasja…?

OP: Na pewno nie w tej kolejności. Mąż jest bardzo ważny, ale równie istotna jest radość, czyli pasja, która nas wypełnia.

TD: Czyli?

OP: W moim przypadku to nieustanny rozwój osobisty – znajduję rzeczy, które mnie interesują i uczę się ich. Ale też jest to pomaganie zwierzakom, które są w trudnej sytuacji. One same o siebie nie zadbają.

TD: Działasz na własną rękę czy jesteś wolontariuszką?

OP: Od dziecka uwielbiałam zwierzaki, ku niezadowoleniu rodziców ciągle je do domu przyprowadzałam. A po pewnym czasie dorosłam do tego, że mogę pomagać nie tylko psom i kotom, ale też zwierzętom hodowlanym. Zostałam weganką, kiedy jestem w trasie działam online, a kiedy wracam, to poświęcam się aktywności np. w organizacji Anonymous for the Voiceles, która podczas swoich demonstracji pokazuje, jak są traktowane zwierzęta. Staramy się poprzez uświadomienie, obudzić ludzi. Dodatkowo jestem wolontariuszką w Azylu dla Świń „Chrumkowo”, a od niedawna również w Przytulisku dla Zwierząt w Głownie.

 

owce

 

TD: Bierzesz udział w demonstracjach?

OP: To są spotkania cykliczne, gdzie wychodzimy do ludzi na ulicę wyposażeni w telewizor czy laptop, by pokazywać ludziom, jak są traktowane zwierzęta. Dla wielu osób to ogromne zaskoczenie, zatrzymują się, oglądają, a później rozmawiamy.

TD: A na czym polega Twoja działalność w pozostałych organizacjach?

OP: Oprócz spraw codziennych, spędzania czasu ze zwierzakami, pomocy w sprzątaniu rozmawiam z ludźmi, uświadamiam ich itp.

 

przytulisko

 

TD: Czy zostaje Ci czas na coś innego?

OP: Moje wcześniejsze pasje to pedagogika i psychologia, doszły zwierzaki, ale też rozwój, praca nad swoimi emocjami… to jest droga do szczęścia

TD: Brzmi dobrze. Możesz nam zdradzić, na czym polega ta „podróż”?

OP: Dbam o swoje dobre samopoczucie, poprzez pracę z trudnymi emocjami, medytację, stosowanie języka bez przemocy, który jest jedynym sposobem, żeby nikogo nie krzywdzić.

TD: Da się medytować w trasie?

OP: Oczywiście. Bardzo chciałabym mieć pełne skupienie i samotność, ale jeśli tylko wychodzę z samochodu i gdzieś siadam, to niestety wciąż jednak dziewczyna na parkingu pełnym ciężarówek wzbudza duże zainteresowanie. Nauczyłam się radzić sobie z dźwiękami z zewnątrz, medytuję więc w kabinie, czasami podczas rozładunku.

TD: Wystarczy tylko chcieć…

OP: Medytacja jest dla każdego. Nie trzeba być mnichem i siedzieć godzinami. Czasami ktoś nie wie, że medytuje. Wystarczy się zadumać nad życiem. Dla mnie to najciekawsza podróż, jaką mogę odbyć, czyli do wnętrza siebie. Kiedyś chciałam zwiedzać, oglądać świat, teraz już inaczej do tego podchodzę.

TD: Dziękuję za rozmowę.

 

 

Katarzyna Kucharska

kolArt-media

Udostępnij artykuł znajomym: