„Poznaję Polskę z nowej perspektywy”

Data dodania: 19.05.2020

Mariusz Paruzel od lat jeździ ciężarówką, ma swoją firmę transportową. Pasjonuje się jednak dużo mniejszymi pojazdami, dynamicznymi i pozwalającymi na zwiedzanie okolicy nie tylko z perspektywy autostrady.

 

TOP Drivers: Jesteś nie tylko kierowcą, ale przedsiębiorcą. Posiadasz firmę transportową. Czy dzięki temu masz więcej czasu na swoją pasję?

Mariusz Paruzel: Mam cztreoośkę, trzy ciągniki siodłowe i plandeki. To, że mam swoją firmę, nie oznacza jednak, że mam więcej czasu. Jeżdżę ile się da, kiedy kończę, to od razu idę do garażu i na bieżąco robię wszelkie naprawy itp. Jest bardzo ciężko, ale coś za coś. Z drugiej jednak strony przez to, że przez wiele lat oddawałem się pracy, teraz jestem samotny. To znowu sprawia, że mogę więcej czasu poświęcać na pasję.

TD: Czyli?

MP: Kiedyś pasjonowałem się ciężarówkami, ale teraz już mniej. Wiadomo, dojrzałem, jestem starszy i patrzę na świat troszeczkę inaczej. Przyszedł czas na quady, motocykle crossowe i takie rzeczy.

TD: Skąd pomysł na tak znaczącą zmianę gabarytu?

MP: Zaczęło się od tego, że jeździłem po budowach wywrotką. I to wtedy spodobało mi się takie taplanie w błocie. Kupiłem sobie więc pierwszego quada, takiego za 1500 zł. Z czasem zmieniłem go na lepszy model, potem był jeszcze lepszy…Teraz kiedy robię sobie taki wyjazd quadem, to jeżdżę nawet 200 km od miejsca zamieszkania.

TD: I dokąd jeździsz?

MP: Zwiedzam okoliczne wioski, lasy, doceniam jak piękna jest Polska, jeśli tylko się w nią trochę zagłębić. To zupełnie inne wrażenie, niż z perspektywy autostrad. Poza tym odkrywam przepiękne lasy. Ze dwa razy znalazłem jakiś opuszczony dom… nawet tam wszedłem, ale nie jest to zbyt bezpieczne. Raz to był chyba taki dom spokojnej starości, okazało się, że po prostu mieszkają tam bezdomni. Z drugiej strony fajnie zobaczyć, jak coś kiedyś wyglądało, spróbować sobie wyobrazić to miejsce.

TD: Wspomniałeś o bezpieczeństwie. Czy zatem jeździsz wyłącznie sam?

MP: Czasami sam, czasami z kolegami. Często skrzykujemy się przez Internet. Po prostu ktoś daje znać, gdzie jedzie i czy ktoś ma ochotę dołączyć. Zwykle idziemy na żywioł, w teren.

TD: Chyba raźniej jechać w grupie?

MP: Taka jazda razem ma swoje zalety. Dużo sobie pomagamy w ternie, jeden drugiego wyciąga, każdy coś innego umie, ma jakieś narzędzie, które właśnie jest potrzebne. Zwykle jeździmy w tych samych teamach. Czasami ktoś nowy dołączy, a my zawsze chętnie zapraszamy.

TD: Od dawna jeździsz quadem?

MP: W sumie to już około 2-3 lata. Przez krótki czas był to cross, ale zdecydowanie wolę quada. Zaczynałem od pojemności 150 m3 pojemności, teraz mam 400 m3. Miałem też kiedyś ścigacza, na którym zdarzył mi się poważny wypadek. Ledwo mi wtedy rękę poskładali. Jechałem 190 km na DK 91 od Radomska do Częstochowy. No i… nie przewidziałem zakrętu. Średnio to wyszło, ale człowiek uczy się na swoich błędach. Wtedy ze ścigacza przesiadłem się na crossa i quada, ale przyznam, że na czterech kółkach czuję się bezpieczniej. Poza tym spodobała mi się jazda w terenie.

TD: Jazda motocyklem lub czerokołowcem po lesie jest bezpieczniejsza od rozwijania prędkości na trasie?

MP: Na motocyklistów i kierowców quadów zakładane są w lasach tzw. linki śmierci. Wieszane są od drzewa do  drzewa, mniej więcej na wysokości szyi. Są tak cieniutkie, że ich nie widać. Dwa razy już na nie trafiłem, ale udało mi się zupełnie w ostatniej chwili je zobaczyć. Przewróciłem się, ale nie ściąłem sobie głowy.

TD: Wjechałeś na czyjąś posesję?

MP: Nie jeżdżę komuś po polu lub prywatnym lesie, tylko to są lasy państwowe.

TD: Co daje Ci jazda quadem „po godzinach”?

MP: Dla mnie quad to odreagowanie, mogę tam przyspieszyć, poszaleć po tygodniu pracy w ciężarówce. Ale wszystko z rozwagą.

TD: Dziękuję za rozmowę.

 

Katarzyna Kucharska

kolArt-media

Udostępnij artykuł znajomym: