Sama wymyśliłam GUGĘ

Data dodania: 30.08.2019

Życie Karoliny Charyło z bloga Karolina GUGA Trucks zmieniało się jak w kalejdoskopie. Sport, paleontologia, kurs trenerski, pasja do motocykli, marzenie o własnej kawiarni… i tak do czasu, aż wsiadła za kierownicę ciężarówki.

 

O tym, że istnieje praca kierowcy ciężarówki wiedziała od zawsze, gdyż taki zawód wykonywał jej tata. „To nie dla mnie” – mówiła GUGA.

 

TD: Na Twojej ciężarówce zamiast tabliczki „Karolina” znajdziemy taką z napisem „GUGA”. Dlaczego?

GUGA: To moja ksywa, pseudonim, który wymyśliłam sobie sama, kiedy byłam bobasem. Przedstawiałam się jako Gugu, później ewoluowało to do Guga i wszystkim się to spodobało. Cała rodzina tak na mnie mówi, większość przyjaciół, znajomych. Z resztą sama też nadaję znajomym ksywki.

TD: Zanim GUGA wylądowała w Kanadzie, miała mnóstwo pomysłów na siebie. Opowiesz nam, co to było?

GUGA:  Wiele lat uprawiałam wyczynowo sport, sześć lat trenowałam biegi narciarskie, a później cztery lata bieg na sto metrów przez płotki. Dwa lata byłam nawet w Kadrze Polski, ale niestety kontuzja mnie wykluczyła. Miałam też inne pomysły, np. zostać paleontologiem, mieć swoją kawiarnię. Bardzo błądziłam, co trzy miesiące miałam inny pomysł na siebie.

TD: Czy wyjazd do Kanady, to Twoja pierwsza praca za granicą?

GUGA: Nie, wcześniej pojechałam na krótko do Anglii. Zobaczyłam wtedy, ile cudownych rzeczy jest na Zachodzie, których u nas nie ma. Stąd wzięła się właśnie kawiarnia z bułkami cynamonowymi. Ale to nie wypaliło, bo nie znałam się na biznesie, więc zrobiłam sobie kurs instruktora fitness… bo zawsze chciałam być trenerem personalnym. Wtedy jednak dowiedziałam się, że w moim rodzinnym mieście – Białymstoku, nie ma zapotrzebowania na kolejnego trenera.

TD: Dużo tego. Co więc było momentem przełomowym?

GUGA: O wszystkim na bieżąco informowałam rodziców, którzy mieszkają na stałe w Stanach. Wtedy mój ojciec wziął sprawy w swoje ręce. Poinformował mnie, że wysłał mi na konto dolary. Powiedział „Zapisuj się jutro na kurs na ciężarówki”. A ja na to „Ty szalony jesteś!”. Na to tata, „Kasa już jest na koncie, nie chcę, żeby się zmarnowała, zrób sobie ten kurs”.

TD: I posłuchałaś taty.

GUGA: Robiłam to z dużą niechęcią, bo miałam silne przeczucie, że te pieniądze po prostu pójdą w błoto. Ale gdy przeszło do praktyki, to wiele się zmieniło. Każdy, kto mnie zna, wiedział, że jestem wręcz uzależniona od jazdy motocyklem, ale to co poczułam, kiedy pierwszy raz usiadłam za kierownicą ciężarówki… sama się z siebie śmiałam, mówiąc, że już nie wysiadam, bo to jest nawet lepsze niż motocykl. Wiedziałam, że muszę jeździć.

TD: To jest pierwsze zajęcie, które zostało na dłużej, niż wspomniane trzy miesiące?

GUGA: Tak, jak tylko nie jeżdżę, to tęsknię za tym szalenie. Jeżdżę po Kanadzie, choć w delegacje wyjeżdżam też do Stanów.

TD: Co jest niezbędne do rozpoczęcia pracy w Kanadzie?

GUGA: Głównie jest to język. Resztę zaczyna się od nowa, trzeba zdać prawo jazdy w Kanadzie. Oczywiście w znalezieniu pracy pomaga też co najmniej dwuletnie doświadczenie z innego kraju. Można znaleźć firmę, która to respektuje, a to przekłada się na stawkę, a często jest jedynym warunkiem do przyjęcia.

TD: Jaka jest kultura jazdy tam, za oceanem?

GUGA: Zupełnie inna. Tu ludzie inaczej jeżdżą w mieście, inaczej po autostradach. W mieście zachowują się jak aniołki, przepuszczają, zwalniają miejsce, kiedy np. ciężarówka zbliża się do skrzyżowania. Tu nikt nie podjeżdża do linii stopu, tylko zatrzymują się dalej. Chyba są tego w szkole uczeni. A na autostradach notorycznie blokują lewy pas. Jakby nie rozumieli, że poruszamy się prawy pasem. Każdy pas zajęty jest tak samo.

TD: A co z Twoją pasją motocyklową?

GUGA: Na razie mój motocykl jest niestety w Polsce, ale próbuję to połączyć. Dlatego bardzo chciałam pracować w Kanadzie lub USA, bo tu ciężarówki są większe i jest wyższa tolerancja na to, co się robi ze swoim samochodem. Można je personalizować, nie tylko umieszczając nietypowe światełka, ale też np. doczepiając do ciężarówki motocykl.

TD: Jak można to zrobić?

GUGA: W Stanach pomiędzy kabiną a naczepą jest dużo większa przestrzeń niż w Europie. Czasem można to jeszcze poszerzyć u mechaników, nawet o metr i więcej.

TD: To Twój cel?

GUGA: Tak, chcę mieć swoją ciężarówkę, żeby móc z nią robić, co mi się podoba. Moim marzeniem jest doczepić motocykl. Są tu firmy, które robią takie specjalne „windy” do montowania dodatkowych pojazdów, są haki, czasami podnosi się za pomocą żurawia. W Europie nikt o tym nawet nie myśli.

TD: Kiedy miałabyś czas na jazdę motocyklem? Na pauzach?

GUGA: Tu jest to inaczej, nie mamy takich przymusowych pauz. Nie używamy tachografów, tylko aplikacji eLog. Czas pracy w USA to 14 godzin i należy w tym czasie zrobić jedną trzydziestominutową przerwę, obojętne kiedy. W Kanadzie można pracować 16 godzin bez żadnych przerw. W obu przypadkach obowiązuje jednak dziesięciogodzinna pauza dzienna.

TD: To czas na odpoczynek, sen… nie wystarczy tego na długie podróżne motocyklem.

GUGA: Jak masz własną ciężarówkę, to ładunki zamawia się, jak się chce. Jeśli ktoś jest zmęczony, to np. pięć dni nie bierze ładunku, jedzie sobie do Kalifornii i pięć dni jeździ na motocyklu, gdzie chce.

TD: Czy to bezpieczne?

GUGA: Tu jest o wiele lepiej. Ja się w Europie nie czułam bezpiecznie. Miałam tam dwie niebezpieczne sytuacje z udziałem mężczyzn i były takie miejsca, że zakładałam kaptur na głowę i starałam się ukryć to, że jestem kobietą. Chyba we Włoszech było tak najgorzej.

TD: Trudno było Ci zacząć pracę tak daleko?

GUGA: To tylko wydaje się skok na głęboką wodę. Tu zawsze znajdzie się ktoś, kto nam pomoże. Nawet w urzędzie, jeśli zauważą kogoś zagubionego, to go nie wypuszczą bez pomocy, pomogą znaleźć nawet hotel czy podwózkę. Przyjechałam tu zupełnie sama, nie znając nikogo, a czułam się, jak w rodzinie. Tu się nie zginie, trzeba realizować swoje marzenia, nie rezygnować.

TD: Dziękuję za rozmowę.

 

 

Katarzyna Kucharska

kolArt-media

 

Karolina na swoim motocyklu.

 

 

Udostępnij artykuł znajomym: