„Sport po pracy dodaje mi powera”

Data dodania: 27.02.2020

Tomasz Kusek od piętnastu lat jest kierowcą ciężarówki w Belgii. Cały czas pracuje w tej samej firmie, co zdecydowanie mu się opłaciło.

 

Top Drivers: Jak to się stało, że trafiłeś z Nysy do Belgii?

Tomasz Kusek: Przypadek. Pracowałem w wojsku, gdzie zrobiłem prawo jazdy na ciężarówkę, ale jednostkę przenoszono poza moje miasto rodzinne, więc nie za bardzo chciałem tam pozostać. I właśnie w tym czasie kolega zaproponował mi pracę kierowcy ciężarówki w Belgii. Przyjechałem tu, ale zamiast pracy za kółkiem zatrudniłem się na budowie. Poszedłem też do szkoły, by uczyć się języka. Nadal chciałem być kierowcą, więc było to ważne, zwłaszcza w systemie dystrybucyjnym, gdzie cały czas pracuję z ludźmi.

TD: Jak wyglądały Twoje początki w firmie transportowej?

TK: Nie było kolorowo. Zaczynałem około drugiej – trzeciej w nocy, żeby gdzieś na rano dojechać. Pierwsze lata były ciężkie, ale z czasem zaczynało się to zmieniać. Dostawałem nowe propozycje, doceniano mnie i teraz po piętnastu latach w firmie, w której pracuje stu czterdziestu kierowców, jestem w trójce, którzy moim zdaniem mają najlepszą pracę.

TD: Jak zatem obecnie to u Ciebie wygląda?

TK: Zaczynam około godziny szóstej, kończę o piętnastej –  szesnastej, co daje mniej więcej dziesięć godzin dziennie. Pracuję w dystrybucji dla sieci sklepów w Belgii, rozwożę mrożonki dużym zestawem. Robię od ośmiu do dziesięciu punktów dziennie. Często jeżdżę do Luksemburga, robię około czterystu kilometrów dziennie, wracam, podczepiam naczepę pod rampę, w nocy odbywa się załadunek i rano znów to samo. I tak od poniedziałku do piątku.

TD: Czy to męcząca praca?

TK: Fizycznie ani psychicznie nie jestem wyczerpany. W każdym punkcie mam do wyładowania dwie – trzy palety, niczego nie zabieram, wracam na pusto. Czasami jestem tylko niewyspany, bo śpię około sześciu godzin.

TD: Przejdźmy zatem do tego, czym zajmujesz się po pracy, bez czego nie wyobrażasz sobie życia…

TK: Dzięki temu, że pracuję w systemie dystrybucyjnym i codziennie jestem w domu, mogę chodzić na siłownię, bieżnię czy na basen, a robię to trzy – cztery razy w tygodniu. Bardzo dużo pływam, ale trenuję dla siebie, amatorsko, żeby zachować formę.

TD: Co było pierwsze? Sport czy ciężarówka?

TK: Ze sportem byłem związany od małego dziecka. Był taki okres, gdy dwadzieścia lat temu przyjechałem do Belgii, to pierwsze pięć lat pracowałem na budowie. Wtedy nie uprawiałem żadnego sportu. Ale od piętnastu lat regularnie ćwiczę, chyba, że mam kontuzję.

TD: Taka regularność jest godna podziwu. Co robisz, żeby Ci się chciało?

TK: Jak jadę na siłownię, to robię to proso po pracy, bo jak wejdę do domu, to już nie chce mi się z niego wyjść. To taka pułapka, więc dla mnie to najlepsze rozwiązanie. Biorę sobie ubranie, ćwiczę, później prysznic i kiedy wracam do domu, to już mam wieczór dla siebie. Szczerze, nie mógłbym pracować w systemie międzynarodowym, jak wielu kierowców, bez dostępu do siłowni czy basenu. Nie potrafiłbym bez tego funkcjonować. Widzę rezultaty, mam dobrą sylwetkę i to mi daje powera.

TD: Czyli w Twoim przypadku praca kierowcy sprzyja treningom...

TK: Gdybym miał inny system, z pewnością byłoby ciężej. Są tu na przykład kierowcy, którzy muszą rozładować dwa – trzy zestawy dziennie i to jest naprawdę wyczerpujące fizycznie. Nie wiem, czy wtedy bym sobie pozwolił na to, by chodzić na siłownię. Uważam, że duży wpływ ma to, kto i jak pracuje. Mam to szczęście, że mam lekką pracę, ale zasłużyłem sobie na to przez piętnaście lat pracy w jednej firmie.

 

Na siłowni

 

TD: Jakie jest podejście do sportu wśród kierowców w Belgii?

TK: Nie znam osobiście takich, którzy uprawiają sport. Niektórzy mówią, że fajnie, że to robię, ale nie mam nikogo, z kim mógłbym trenować. Jestem w tym sam ze sobą.

TD: Czy na co dzień odmawiasz sobie jakichś rzeczy ze względu na treningi?

TK: Nie. Właśnie po to jestem aktywny, żeby nie mieć wyrzeczeń, zjeść czekoladę, pizzę czy cokolwiek. Uważam, nie jem codziennie golonki czy frytek, ale jeśli człowiek uprawia sport, to samo mu się jakoś tak w głowie układa, żeby myśleć. Dieta to sześćdziesiąt – siedemdziesiąt procent sukcesu. Poza tym jeśli człowiek się namęczy na siłowni, da z siebie wszystko, to później szkoda to zepsuć słabym jedzeniem.

TD: Co Ci daje najwięcej energii w tym, co robisz? Co jest największą motywacją?

TK: Zdecydowanie zmęczenie na końcu. Jak już wezmę prysznic, wychodzę z siłowni po porządnym treningu i czuję to zmęczenie. A rano dochodzą jeszcze zmęczone mięśnie! To mi daje największego powera.

TD: Dziękuję za rozmowę.

 

Katarzyna Kucharska

kolArt-media

 

Udostępnij artykuł znajomym: