Stanisław Jarząb: Człowiek bez pasji jest pusty

Data dodania: 05.08.2019

Armwrestlingiem zainteresował się, gdy miał kilka lat. Dokładnie wtedy, kiedy bawił się ciężarówkami. Dziś Stanisław Jarząb spełnia marzenia, realizuje pasję i… chyba jest bardzo szczęśliwym człowiekiem.

 

Stanisław Jarząb od 2006 roku jeździ zawodowo ciężarówkami na międzynarodowych trasach. Jak sam podkreśla, wraca jednak do Polski, bo jest patriotą i tu ma rodzinę.

 

TOP Drivers: Ciężarówki dość naturalnie pojawiają się wśród zabawek małych chłopców i rozbudzają ich wyobraźnię. Skąd jednak u Ciebie w tak młodym wieku zainteresowanie armwrestlingiem?

Stanisław Jarząb: Kiedy byłem małym chłopcem, to jeszcze na kasetach VHS, miałem okazję obejrzeć kilka filmów. Największe wrażenie zrobił na mnie „Over the top” z Sylvestrem Stallone’m, w którym główny bohater jeździł ciężarówką po Stanach i siłował się na rękę. Oczywiście rodzice nie pozwalali mi oglądać takich filmów, bo miałem wtedy jakieś 5… może 7 lat, ale jakoś mi się udało. To był początek mojej przygody ze sportem.

TD: W tamtych czasach nie było powszechnego dostępu do Internetu, nie było mnóstwa programów sportowych, jak więc wyglądały Twoje początki?

SJ: Zaczynałem jako samouk już jako 6-letni chłopczyk, po kilku latach miałem taką swoją domową siłownię, w której ćwiczyłem. Gdy miałem 15 lat startowałem w trójboju, podnoszeniu ciężarów i to tak stopniowo postępowało…

TD: Domyślam się, że nie było łatwo uprawiać tak wąską dyscyplinę, jaką był armwrestling?

SJ: W tym sporcie najbardziej się rozwinąłem, kiedy zacząłem jeździć ciężarówką. Oglądałem na żywo zawody armwrestlingu, obserwowałem i uczyłem się. W 2014 roku udało mi się dostać do sekcji armwrestlingu w MCKiS w Jaworznie. Z nimi odbyłem mój pierwszy start i machina zaczęła się rozpędzać, i do teraz się kręci.

TD: Jak wyglądał Twój początek w klubie?

SJ: Zawsze byłem dużym facetem i wydawało mi się, że jestem silny. Kiedy pierwszy raz przyjechałem do klubu do Jaworzna, trener dał mi do sparingu zawodnika, który ważył 62 kg. Ja ważyłem wtedy 118 kg. Pamiętam, że troszkę arogancko pokpiłem z trenera Trenerze, to nie jest fair, a stało się tak, że ten facet, jak się później okazało utytułowany Mistrz Polski, przerzucał mnie przez stół, jak chciał. I wtedy zrozumiałem, że w tym sporcie wygląd o niczym nie świadczy. Tu duży nie znaczy wygrany.

TD: Jak wygląda trening armwrestlera?

SJ: W tym sporcie ćwiczymy nawet najmniejsze mięśnie, o których na co dzień często zapominamy, czyli palce, nadgarstek, przedramię, całe śródręcze… Bardzo ważne są też nogi. To z nich wychodzi cala siła, postawa.

TD: Czy podobnie, jak inni sportowcy – truckerzy, ćwiczysz w trasie, na pauzach?

SJ: W pracy są duże ograniczenia, jeśli chodzi o przewożenie ciężarów. Mam ze sobą ok. 60-70 kg obciążenia, którymi przeważnie udaje mi się wykonać cały trening. Korzystam z elementów ciężarówki, np. dostawek. Używam też pasów od judo, które chwytam w dłoń, przekładam je w zależności od tego, którą część dłoni ćwiczę, przyjmuję odpowiednią postawę i wykonuję symulację walki z cieniem. Poszczególne elementy taktyki, którą stosuję podczas walki przy stole, rozkładam na pojedyncze ćwiczenia.

TD: Ile czasu poświęcasz na treningi?

SJ: Ćwiczę trzy razy w tygodniu po 2,5-3h. My kierowcy używamy dużo rąk, wiec żeby je zmęczyć i robić progres, to trzeba trochę czasu poświęcić.

TD: Twoje największe sukcesy w armwrestlingu, to…?

SJ: W 2016 roku w Katowicach na Pucharze Polski zdobyłem trzecie miejsce na prawą rękę, a na lewą czwarte. Jak do tej pory to moje najwyższe osiągnięcie.

TD: Jak wygląda walka podczas zawodów?

SJ: Podchodzimy do stołu, ustawiamy swoje łokcie na poduszkach, od których nie możemy ich oderwać. Wolno po nich jedynie przesuwać łokcie. Mamy też poduszki boczne, do których musimy sprowadzić rękę przeciwnika. Sędzia ustawia nam centrum, poprawia nadgarstki, sprawdza, czy wszystko jest idealnie prosto, jest komenda Ready? Go! i zaczynamy. Walka odbywa się na stojąco, żeby można było wykorzystać wszystkie atuty swojego ciała.

TD: Czy inni truckerzy są zainteresowani armwrestlingiem?

SJ: Regularnie dostaję wiadomości, ludzie pytają o porady, a ja próbuję zarazić ich pasją. Według mnie człowiek bez pasji jest pusty, jakakolwiek by ona była, czy to sport, czy zbieranie znaczków. Trzeba mieć pasję, mieć coś swojego, co nam daj radość, cel, motywację do działania i szczęście. Każdy powinien ją mieć i rozwijać. Pasja to jest inny level tego wszystkiego.

TD: Dziękuję za rozmowę.

 

Katarzyna Kucharska

kolArt-media

 

Udostępnij artykuł znajomym: