Zawsze ciągnęło mnie za kierownicę

Data dodania: 12.11.2019

Można śmiało powiedzieć, że praca za kierownicą ciężarówki dopełniła jego pasję. Damian Skowronek jest pasjonatem rolnictwa i ciągników, ale sezonowa jazda mu nie wystarczała. Dzięki pracy w charakterze kierowcy może więcej czasu prowadzić pojazdy, a to daje mu spełnienie.

 

Ma 26 lat, a za kierownicą ciężarówek można go widzieć już piąty rok. Na polu i w rodzimej wsi dużo wcześniej jednak poruszał się wielośladami…

Top Drivers: Co chłopaka w podstawówce pociągało w rolnictwie? Nie wolałeś jeździć rowerem czy chodzić po drzewach?

Damian Skowronek: Od kiedy pamiętam, jeździłem ciągnikami rolniczymi, bo dla mnie rolnictwo to wielka pasja. Zawsze mnie ciągnęło do kierownicy. Właśnie w podstawówce zaczynałem wyjeżdżać na pole, uczyłem się cofania. I tak zaczynało mnie to wciągać. Tylko czekałem, żeby zrobić prawo jazdy na ciągnik.

TD: Z tego co mówisz, wnioskuję, że bardzo lubiłeś spędzać czas za kierownicą. To było główną motywacją do zrobienia uprawnień na samochody ciężarowe?

DS: Na roli można jeździć głównie latem, trochę jesienią. Jak pojechałem w pole, to potrafiłem po 16 godzin jeździć. Z czasem zaczęła mnie ciągnąć szosa. Zrobiłem prawo jazdy na samochód, motocykl, ciężarówki…

TD: Czy to znaczy, że dużo czasu spędzasz w trasie?

DS: Nie jeżdżę długo, ale po powrocie lubię nawet w nocy wsiąść w ciągnik i sobie poorać pole. To jest moja miłość, pasja, zawsze szedłem w tym kierunku.

TD: Co jest takiego niesamowitego w rolnictwie, że czujesz, że to właśnie jest pasja?

DS: Zapach ziemi. Ja nawet przyjeżdżając do domu i orząc cioci ogródek na zimę, lubię sobie tak później postać i poczuć zapach tej świeżej ziemi. Dla mnie ona po prostu pachnie.

TD: Udało Ci się połączyć pasję rolniczą z pracą kierowcy?

DS: Tak, kiedy jeździłem po kraju i zwoziłem zboża. To była dla mnie najlepsza praca. Spotykałem się z rolnikami, rozmawiałem… Czasami ktoś dał się nawet ciągnikiem przejechać.

TD: Skąd u Ciebie ta pasja?

DS: Nie wiem, skąd się to wzięło. Dziadek, gdy jeszcze żył, w latach 80 prowadził gospodarkę, babcia natomiast w tym czasie była sołtysem. Dzięki jej zaangażowaniu w pracę na wsi, wójt zdecydował się nam przydzielić traktor Ursus C-330 (trzydziestka), ciągnik 85r, który jest u nas od nowości. Kiedy jako dziecko nie mogłem usnąć w domu, to tata brał mnie do „trzydziestki”, robił rundę wokół domu, ja usypiałem i wtedy mnie odnosił.

TD: Czy to, że wiele lat jeździłeś ciągnikiem pomogło Ci wdrożyć się w jazdę ciężarówką?

DS: Dla mnie zdać prawo jazdy, jeśli od lat jeździłem z dwoma przyczepami na skrętnej osi, to był „pikuś”. Samą ciężarówką, to w ogóle bez problemu, a z przyczepą, to się czułem, jak bym z jakimś agregatem cofał. Dobrze się czuję w takim samochodzie. Ludzie mnie nawet pytają, gdzie są kursy, żeby się nauczyć tak cofać z tą przyczepą. A ja wiem, że trzeba mieć w sobie to coś, taką smykałkę do jazdy. Pamiętam mojego pierwszego pracodawcę i to co powiedział, kiedy pierwszy raz wsiadłem do ciężarówki. Fakt, długość była większa niż zestaw rolniczy, ale on mnie zapytał, czy się nie boję. Uśmiechnąłem się i pokazałem mu zdjęcia, czym do tej pory jeździłem, na co mi odpowiedział „dobra Młody, to ja też się nie boję”.

TD: Pasja do jazdy wielośladami nie musi wiązać się z przyszłością w ciężarówce. A czy widzisz swoją przyszłość bez rolnictwa?

DS: Nie wyobrażam sobie tego. Obecnie wynajmuję mieszkanie pod Wrocławiem i jestem pewny, że nie chciałbym na stałe takiego miejskiego życia. A to są problemy z parkowaniem, a to ludzie mają ze wszystkim problemy... A do domu rodzinnego mam stąd 10 km, więc wsiadam do samochodu i jadę, kiedy tylko mogę. To jest moje życie, mój teren, pieski. Mogę robić, co chcę.

TD: Dziękuję za rozmowę.

 

Katarzyna Kucharska

kolArt-media

 

Damian Skowronek

Udostępnij artykuł znajomym: